wtorek, 1 grudnia 2009
kwarantanna
gdy nogi rozchyla
wata wata wata
lignina
świnię zarzyna tani perz się pierzy
gdy pieprzem w zupie włos się jerzy
leży pijany nie wierzy
tu jest pies pogrzebany
leży i czeka
liczy sekundy
wcale nie szczeka
kontuzja piłkarza
hivem zaraża
aleksandria jest daleko
kaletniczy żwir obwisły
ciężkie piersi
stek półkrwisty
obmierzłe relacje stawów przebiegłych
legną legną
dobiegły
szatan kiełbasa parówki
gdzie ludzie nie piją wódki
kamienie nie na szaniec
nie jesteś wybraniec
gotuj garnkiem potrawy
młynkiem miel swe kawy
da da szatan w słowach zwisa
zarzygana pełna misa
nie zagramy tutaj bisa
forma uboga w treść ubogą w formę
domknę nawias klamrowy
szatą polewam kanciaste wzory
stwarzam nowe kolory
wycinam bory
czuje się chory
sobota, 28 listopada 2009
katechizm burżuja.
z pierwszej wypłaty kupię sobie coś namacalnego.
tak już jest i tak musi zostać.
koniecznie spłycajmy nasze relacje i wysługujmy się innymi, traktując ich w sposób instrumentalny.
zamieniaj wszystkie uczucia na wartość wymienną wyrażalną w kursie dolara z dnia 28.11.2009 r.
neguj swoje uczucia, zawsze, wszędzie.
jeśli ktoś nie chce zarabiać, jeśli nie przystaje do małomiasteczkowej mentalności, burżuazyjnej moralności- trzymaj się odeń z dala- może zaburzyć twój tok myślenia, twoje stereotypy i ślepo pokładane nadzieje.
zawsze neguj racjonalne myślenie, sprawdza się tylko to, co ma społeczny poklask.
nie ufaj sobie, swemu sumieniu, pamiętaj- masz drobnomieszczańską mentalność, musisz zaufać prawu i sile autorytetu.
neguj swoje porażki stosując kategorię resentymentu. pamiętaj to nie ty tracisz zostawiając ją/jego, tylko on/ona nie przystaje do twego nowoczesnego stylu myślenia.
ponad wszystko trzeba zarabiać i żyć w bogactwie. hoduj pieniądz dla pieniądza. zawsze się przyda. to pieniądz.
w dobrym tonie jest wiara. katolicka najlepsza. przynajmniej w polsce. dzięki temu drobnemu oszustwu zyskasz wiele przychylnych ci osób.
przede wszystkim nigdy nie słuchaj głosu serca. tylko kasa się liczy. kasa i poprawianie swego bytu. każdy jest egoistą, czemu ty miałbyś/miałabyś nie być?
licz zawsze na siebie. fajnie budować pozór przyjaźni ale pamiętaj- nie ma bezinteresownej przyjaźni, tym bardziej miłości- jest tylko kasa i interes.
jeśli kiedyś zwątpisz i na powrót uwierzysz w szczere relacje, zauważ, że do wielkich pieniędzy dochodzą tylko skurwysyni bez uczuć, a przecież tylko kasa i wygodne życie się liczy.
NIE MA MIŁOŚCI.
sobota, 21 listopada 2009
totalna bzdura cz. I
Po tym, jak zaczął żonglować swoimi haecceitas wymieniając się nimi z kolegą, okazało się, że zanadto pogubił się w swojej zabawie i niemożliwy jest już powrót do stanu pierwotnego. Usiadł więc zasmucony, pogrążony w sytuacji granicznej, przyglądał się swojej nagiej egzystencji. Chciał okryć jakoś swoje wstydliwe quidditas, lecz bez haecceitas nie było to możliwe. Inni penetrowali jego wnętrze oddając się w skupieniu oglądowi eidetycznemu jego wciąż zimnej egzystencji. Półnaga kobieta, która teraz wiła się u jego stóp bawiąc się swymi jędrnymi piersiami zdawała się być zupełnie pogrążona w kontemplacji tego fenomenu. Nigdy wcześniej nie widziała nagiej egzystencji, i mimo że sama miała na sobie coś w rodzaju krótkiej miniówki, to jeszcze nigdy nie była tak naga jak on.
Panicznie przerażony siedział w fotelu i szukał rozwiązania trzymając w ręku mapę białych plam aksjologicznych. Powoli rodziła się w nim jasna, głęboko ukonstytuowana myśl, wszystko co przeżywał do tej pory, było tylko złudzeniem, który sterował pewien złośliwy demon o imieniu Martlax. Postanowił więc wyłamać się z tego więzienia i uciec, otwierając drzwi percepcji. Odłożył więc mapę, wyciągnął z kieszeni pełen dilopak. Sytuacja stawała się klarowna, była to marihuana, tak, ten śmiertelny biały proszek, który po chwili znalazł się na lusterku i został równo podzielony na płaszczyźnie kartezjańskiej za pomocą karty bankomatowej banku dającego najlepsze oprocentowanie lokat. Z banknotu, który ostał mu się w portfelu skręcił staranną rurkę, za pomocą, której rozpoczął inhalację środków wziewnych, równą porcję w każdą dziurkę od nosa.
Po chwili, gdy zadzwonił telefon wiedział już z kim rozmawia. Dostał grzeczne zaproszenie do przejścia poprzez drzwi percepcji, które teraz otwarte na oścież kusiły całym spektrum doznań. Szklanka szkockiej, nad którą leniwie się pochylił była już do połowy pusta, niemniej jednak wychylił jej zawartość z wyrazem przesytu na twarzy. W głowie kłębiły mu się myśli, powoli środki zaczynały intensywną inwazje na jego organizm. Stał się bombą kaloryczną, która lada chwila miała eksplodować.
Energicznym ruchem wstał z fotela, odepchnął kobietę, która starała się zwabić go swymi wdziękami i szedł w stronę drzwi. Wtedy już to wiedział- nabierze nowych haecceitas w świecie za drzwiami.
Przekraczając próg słyszał pulsujące echo basu oraz odgłosy imprezy. Zdecydował się na ten krok. W tym samym momencie znalazł się na imprezie techno. Stroboskopy biły po oczach, w górze migały białe rękawiczki uczulone na ultrafiolet. Pod wpływem narkotyku wszystko było nieco zniekształcone i spłaszczone, Trzeci wymiar bytów w tym pomieszczeniu ograniczał się zaledwie do kilku milimetrów, przez co miał nieodparte uczucie, że znalazł się na imprezie kartonowych ludzi.
Będąc pełnowymiarowym człowiekiem z odkrytą egzystencją o dziwo nie wzbudzał żadnych podejrzeń ani sensacji. Szedł teraz w stronę baru, przedzierając się poprzez gąszcz tańczących kartonowców. Nad salą, w której się znajdował zauważył falującą kartonową wstęgę. Nie wiadomo skąd, może dzięki anamnezie, którą praktykował hobbystycznie wiedział, że to na co patrzy to czwarty wymiar zwany przez niektórych czasem. Było to dla niego zupełnie naturalnym zjawiskiem, mimo że nigdy wcześniej nie widział czasu. Stanął przy barze. Uśmiechnięty barman z kartonową twarzą podał mu równie kartonowe piwo. Stwierdził, że nie jest w stanie go wypić więc pogmerał w kieszeniach i szczęśliwym trafem znalazł w niej kilka tablet. Na dzień dobry zarzucił dwie. Były to duże dropsy z logiem samochodu. Zaraz po zjedzeniu pierwszej poczuł silne uderzenie w oboje uszu, które jeszcze miał. Odwrócił się więc nerwowo i spostrzegł, że to uderzają go kolorowe dźwięki.
niedziela, 25 października 2009
To do list.
-ostatecznie przestać palić.
-wziać się do pracy i do książek.
-wykombinować jakiekolwiek pieniądze.
-sport? hehe, nie, nie oszukujmy się i wyznaczajmy sobie realne cele.
-uważać bardziej co i komu się mówi.